Żekłbyś kiedyś: familijna atmosfera!
Razem jedli, razem pili, wspólne lulki były,
Ktoś się śmieje, ktośtam gdera,
Gorzej, lepiej - zawsze ręce rączki myły.
Potem nagle cień się pojawił i chłodem powiało
I powoli cisza i szarość omiotły korytarze
I wszystkich swojskich ludzi zrobiło się jakoś mało
I nagle nowość się wkradła
a z nią obce twarze.
Może i o kanty
drogich garniturów tniemy atmosferę
Ale wszystko gra, w końcu zgadzają się słupki!
Uśmiechy są, dzielnie przyswajamy korpo - manierę
A z każdą wypłatą niesmak robi się mniejszy, malutki....